Moja droga przez odchudzanie… cz.1

Czym kierujemy się kiedy zaczynamy naszą aktywność fizyczną w dorosłym życiu? Jaki jest cel naszej gimnastyki, biegania, pływania..? Odchudzanie…najczęściej, zaraz potem wymieniamy zdrowie i zachowanie pewnej aktywności w codziennym życiu.

U mnie było dokładnie tak samo…

Dwie ciąże i nadbagaż w postaci kilogramów. Po pierwszej ciąży nie robiłam zbyt wiele i miałam przeświadczenie, że tak musi być. Przecież mam małe dziecko, to o co chodzi? Muszę być gruba. Mimo takich myśli jednak zabrałam się za „dietę” i ćwiczenia, naprawdę moja wiedza wtedy, w porównaniu z dzisiaj…no była żadna. Nie wiedziałam co robić, jak robić, a przede wszystkim co jeść. Wtedy też nie zdawałam sobie sprawy, że mam problem z tolerancją glutenu i że powinnam go odstawić.

Zrobiłam badania, ale nawet one mnie nie przekonały co do diety. Minęły 3 lata i zaszłam drugi raz w ciążę. Przytyłam oczywiście znowu ponad normę. No byłam wielka.

Podczas karmienia udało się zrzucić niecałe 10kg, ale pozostało jeszcze kolejne 10….tak..

było tego sporo….

Zaparłam się i zaczęłam ćwiczyć, w domu, sama z programami dostępnymi na YT. Szybko pozbyłam się 5 kg,…dieta eliminowała nadprogramowe kcal, ale w sumie wyglądałam tak samo.

Potem doszło bieganie, pokochałam je po kilku miesiącach…plus ćwiczenia, niestety waga stała w miejscu. Zniechęcenie i frustracja przyszły szybko..

Zaczęłam czytać, analizować, przestałam się ważyć, zaczęłam mierzyć – to była dobra strategia. Ale nadal nie wiele się zmieniało, a ja się coraz gorzej czułam. Po jednym z półmaratonów byłam tak chora i tak bolał mnie brzuch, że myślałam, że wyląduje w szpitalu. Rozpoczęło się leczenie, ale ono nie przynosiło żadnych rezultatów.

Pod koniec zeszłego roku przyszedł taki moment, kiedy pomyślałam sobie, że chce przestać się męczyć, nie chce być ani gruba, ani otyła, ani z wielkim brzuchem, ani nie chcę już męczyć się z bólami, wzdęciami, skurczami jelit, biegunkami, zaparciami etc.

Dosyć!

Postanowiłam podjąć po raz pierwszy wyzwanie diety bezglutenowej i po raz ostatni aktywność fizyczną. Powiedziałam sobie albo teraz, albo wcale! Daję sobie pół roku, jeśli się nie uda odpuszczam! Trzymam się zasady 30% ćwiczenia, 70% dieta, dieta, dieta.

Poprosiłam dietetyczkę o rozpisanie mi diety na tydzień. Tylko na tydzień, bo jestem zbyt wybredna co do smaków i nie wiedziałam czy tej diecie podołam. I tak rozpoczął się mój tydzień bezglutenowy, który zamienił się w kolejne 3 miesiące i kolejne tygodnie..i tak trwa.

Dodatkowy balast jaki nosiłam od początku roku to 10 kg, taki był cel, zniszczyć, spalić te kg. Na ten moment udało się 7 kg. Przede mną jeszcze 3 kg, ale to już nie mus.

Po pierwsze pokochałam aktywność (taaa..jakbym jej nigdy nie kochała 😉 ), uwielbiam biegać, ćwiczyć, jeździć na rowerze. Mam gorsze dni, jem czasem czekoladę, ciastka, tak,   czasem nie jestem w stanie uciec przed tym, ale nie objadam się codziennie. Pizzę też zjem, ale unikam glutenowej, zresztą jak ze wszystkim 🙂

Decyzja o przejściu na dietę była słuszna, podjęta świadomie. Gdyby nie ten moment pewnie byłabym na silnych lekach i męczyła się dalej.

A tak, czuję się lekko i jest mi z tym dobrze! NARESZCIE

Jestem dumna, że pomimo wielkiej pracy, trudności, wyrzeczeniom, czasem łzom, nie poddałam się. Idę do przodu wytyczoną ścieżką…nie poddaję się, choć czasem mam gorsze dni! Nie udało mi się to…ja to sama zrobiłam dzień po dniu! Zapracowałam!

I nie odpoczywam, idę dalej, kolejne cele wyznaczone i mam zamiar dojść tam gdzie zaplanowałam, a co z tego będzie…hmmm…kto wie, kto wie…?

Dodaj komentarz