Jeszcze walczę……???

Miało być:  nowy rok….nowe otwarcie…nowe wyzwanie…

I choć całkiem nieźle się rozpoczęło, plan działania gotowy, cel wyznaczony to w realizacji pojawił się problem.

Odkąd tylko zaczęłam intensywnie działać fizycznie zaczęły odnawiać się wszelkie dolegliwości z

przeszłości. Bóle w stawach, bóle w mięśniach, bóle wszechogarniające moje ciało. Radość i endorfiny

zastępowała irytacja.

Poczatek roku miał być nowym rozdaniem: nowa praca, nowe możliwości, nowy plan. Wszystko

ustalone. Aż tu nagle…przeszywający ból w barku. Jednego dnia pomyślałam, że za słabo się

rozgrzałam, drugiego, że kiepsko rozciągnęłam, ale niestety ból zamiast znikać pogłębiał się.

Z przerywanego nastał ból stały…. Nie mogłam podnieść ręki w górę, ani jej opuścić, ubrać się,

obrócić się w nocy, leżeć na boku. Przestałam ćwiczyć…biegałam dalej. Chodziłam na fizjoterapię,

zakładałam plastry i dalej nic…

Kiedy podskoczyło ciśnienie wiedziałam już, że muszę przerwać treningi.. znowu leki (jedne trafione

bardziej drugie mniej), cała armia badań i chodzenie od lekarza do lekarza…a treningów brak…

W marcu jeszcze miałam nadzieję, że pobiegnę z mężem w półmaratonie, który sobie

zaplanowałam…jeden jedyny bieg na wiosnę… i co?

Nadal nie wiem czy w ogóle wystartuję, o poprawie czasu nie ma mowy, ale nadal mam nadzieję, że

może chociaż truchtem, że może chociaż spacerem, ale przebrnę te 21 km…. Bardzo chcę…

nie taki był plan.

Przejście z zimy do wiosny to jeden z najgorszych okresów dla mnie, tak było rok temu, tak jest i

teraz. Cała zimę trzymałam jakoś te treningi, nie były tak regularne jak sobie planowałam, ale były…a

teraz?

Z miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień moja motywacja zmniejsza się. Jest już równa prawie

zeru…powoli mi się nie chce. Nie wiem ile razy jeszcze rozpocznę od nowa…mój cel nie został jeszcze

osiągnięty. Jeśli teraz odpuszczę potem nie będzie do czego wracać.

Tu nie chodzi już tylko o samą sylwetkę i bycie „fit”, bieganie i ćwiczenia sprawiają, że czuję się lepiej,

jestem zdrowsza i spokojniejsza. A tu ciągle COŚ.

Nie chcę się poddać, ale czuję, że jestem coraz słabsza psychicznie. Boję się, że przyjdzie dzień kiedy powiem: „dość tego”.

Jeszcze walczę…..

Dodaj komentarz